Siła profili prywatnych na Facebooku [social media]

Jak często klikasz lubię to, albo piszesz komentarz pod wpisem jakiejś firmy? Jak często zdarza Ci się w ogóle polubić profil firmowy? A teraz zadaj sobie to samo pytanie, ale wstaw zamiast firmy, profil Twojego znajomego. Albo osobę, którą śledzisz na Facebooku, chociaż niekoniecznie znacie się z widzenia.

W swoim najbardziej pierwotnym założeniu Facebook łączy ze sobą ludzi, a zwłaszcza bliższych i dalszych znajomych. Konta firmowe są trochę na dostawkę. Jak natrętny sąsiad, który zbyt głośno słucha muzyki. Gdy widzimy wpis kogoś, kogo znamy, chętniej wejdziemy z tym wpisem w interakcję. To zwyczajnie ludzka rzecz. Ludzie chcą rozmawiać z ludźmi, a nie z logiem firmy. Chcą więcej luzu, bardziej nieformalnej formy, wymiany opinii na równych warunkach.

Przedstawiam Wam trzech charyzmatycznych ludków, którzy prowadząc swoje prywatne profile na Facebooku, jednocześnie wspierają swój biznes. Nie kryją się z tym, czym się zajmują, jak zarabiają na życie, wręcz przeciwnie. Dzielą się doświadczeniami, przeżyciami w sposób szczery, otwarty i bez ziarnka ściemy. I to jest dobre! A co najciekawsze, przyczynia się to do rozwoju ich biznesu. Przy okazji dziękuję Yuriemu Drabentowi (tak się go odmienia?), Michałowi Góreckiemu i Michałowi Sadowskiemu za zgodę na umieszczenie ich treści z prywatnych kont w tym wpisie. Oznaczone są jako publiczne, ale jednak ostatecznie nie są to oficjalne profile firmowe i pewien poziom prywatności każdemu się należy. Dzięki!

 Po tym przydługim wstępie:

Poniżej pokażę, że warto dbać o swoje konto prywatne i nie bać się pisać o tym, co robisz i dlaczego. Z czego żyjesz, o twoich sukcesach i porażkach w biznesie, który prowadzisz. Może się to przełożyć pozytywnie na wyniki finansowe. Serio!

To jeden z wielu popularnych wpisów Michała na koncie prywatnym. Tymczasem na profilu oficjalnym firmy:

No dobra, trochę oszukuję, bo wybrałem specjalnie najmniej popularny wpis. Aby taki znaleźć przewijałem ścianę 25 minut. Konkluzja jest jednak taka, że Mimo tego, że oficjalny profil ma więcej fanów niż konto prywatne Michała, to właśnie na nim dzieje się najwięcej i to tam jest najwyższe zaangażowanie. Komentarze, polubienia i inne. Co ciekawe, ma to realne przełożenie na sprzedaż. Gdy zapytałem o to Michała, potwierdził, że tak jest. Więc na pewno tak jest. Pytałem go też, czy zauważył trend odwrotny. Gdy robił sobie przerwę od Facebooka, czy zauważał spadek sprzedaży:

No oczywiście. Na każdym urlopie.
Wspólnik dzwoni:
WRACAJ, SPRZEDAŻ SPADA!!!

Także tego… lecimy dalej! Michał Sadowski, wręcz ikona sukcesu na skalę międzynarodową w biznesie prowadzonym przez Internet. Jeden z najbardziej wyrazistych liderów w swojej branży.

Przeczytaj cały powyższy post, to świetny przykład otwartości w biznesie, o której tutaj piszę. Na prywatnym profilu, bez ściemy i oszukiwania. Warto pokazywać takie przykłady, bo polscy przedsiębiorcy czasem wstydzą się opowiadać o tym, co robią. A już zdecydowanie zbyt często boją się pochwalić liczbami. A szkoda. Michał, zapytany o to, czy aktywność na profilu prywatnym przekłada się doraźnie na wyniki sprzedaży odpowiedział wprost:

Przekłada się mocno.

Przykład postu publikowanego na oficjalnym profilu. Mimo wyraźnie większej ilości fanów w porównaniu do osób śledzących prywatny profil, zaangażowanie jest mniejsze. Komunikacja też jest bardziej oficjalna, bo czasem taka właśnie być powinna.

Yuri Drabent! Na rysunku to ten pośrodku. Dzisiaj dowiedziałem się, że ma na imię Jerzy i pomyślałem, że na głowie ma coś w rodzaju wielkiego jeża. Takie włosy muszą być świetnym openerem w rozmowach z przedstawicielkami płci pięknej „A jak je suszysz? Jakiej pianki używasz? Lepszy grzebień, czy szczotka?”. Od niego wrzucę kilka popularnych wpisów, bo żal tego nie robić:

 

Yuri zresztą sam wypowiada się o tym, dlaczego warto dbać o profil prywatny i jak to robić:

Personal Branding For Startups – Yuri Drabent from ReaktorWarsaw.com on Vimeo.

Prywatne wpisy Yuriego mogą wydawać się nie mieć zbyt wiele wspólnego z biznesem, który prowadzi. Jednak zapytany o przełożenie tego na rezultaty odpowiedział tak:

No pewnie – to, co robię w sieci przekłada się na to, jak postrzegane jest Lubię to, dokąd jesteśmy zapraszani etc, jasne.

 

 Ale nie rezygnuj absolutnie z oficjalnego profilu, ponieważ:

  • Profil prywatny ma spore ograniczenia związane z odpłatnym promowaniem treści.
  • Maksymalny limit znajomych wynosi 5000 (chociaż można też kogoś obserwować bez bycia znajomym – tutaj już nie ma limitów).
  • Profil prywatny i fanpage to nie to samo, każde spełnia swoje funkcje i wyraźnie różnią się od siebie. W stylu komunikacji i przeznaczeniu.
  • Część klientów oczekuje, że profesjonalnie podchodząca do swojej działalności firma będzie mieć fanpage. Gdzie może sprawdzić godziny otwarcia, nr telefonu, adres strony WWW, napisać oficjalne zapytanie, czy zgłosić problem.

Oczywiście zapewne prowadzenie takiego profilu nie jest tak proste, jak się może wydawać. Trzeba mieć trochę wyczucia, ale też uczyć się na własnych błędach, nie zrażać się, nie przejmować jeśli się nie udaje. Najważniejsze jest to, że można i warto!

Dziękuję za uwagę.

  • SIŁA PROFILI PRYWATNYCH NA TWITTERZE [SOCIAL MEDIA] – taka będzie kolejna odsłona artykułu? Michał Sadowski sporo o tym mówił na szkoleniach/webinariach 🙂

    • Mogłaby być. Chociaż samo medium nie jest aż takie ważne. Ważne jest podejście. Twitter charakteryzuje się chyba większym luzem, nawet wśród brandów, w porównaniu do Facebooka.

  • Dobry tekst, profile prywatne są mocno niedoceniane.

  • Jo Giovanna Art

    totalny ekshibicjonizm – chyba jestem za stara na takie coś:-)

  • Norbert Piotrowski

    Jobs, Bezos, Musk czy Zuckerberg w zasadzie sami stworzyli autonomiczne marki, które wspierają firmy, w których działają. Social media pozwalają robić dokładnie to, tylko na mniejszą skalę – gdy jeszcze najważniejsze dzienniki świata nie zabijają się o każdy strzęp wypowiedzi CEO. Warto zwrócić uwagę jak konsekwentnie wymienieni przez Ciebie panowie budują swój wizerunek i jak doskonale pokrywa się on z komunikacją ich działalności zawodowej – Sadek to klasyczny archetyp bohatera, tak jak bohaterski jest Brand24, ratując firmy przed kryzysami i pomagając im wspiąć się na wyższy poziom relacji z klientami. A przy tym są w 100% sobą. Dobry przykład na coś, co coraz częściej nazywa się szumnie „human2human marketing” – abstrahując od nafaszerowanych buzzwordami prezek i artykułow, to faktycznie działa, również biznesowo. Przynajmniej w niektórych branżach.

    • „human2human marketing” ciekawi mnie, jak ten trend rozwinie się w ciągu najbliższych lat. Myślę, że spokojnie do powyższej galerii będzie można dorzucić jeszcze kilka osób.

Ręce starszej osoby
Jak zaprzyjaźnić się z dziadkiem i czegoś się nauczyć?

Gdy codziennie dobija się do nas echo niepokojących wiadomości z całego świata, dobrze jest dowiedzieć się, że ludzie ciężko pracują,

Zamknij