3 Słabe Strony Kapitalizmu

Cytat mówi co prawda o demokracji, ale kapitalizm zdaje się iść z demokracją w parze. Tam gdzie z pomocą głosów wybiera się rządzących, tam też najczęściej z pomocą pieniędzy głosuje się na firmy, które przetrwają. Świat się jednak zmienia, a kapitalizm w swoim założeniu nie. Czy wytrzyma on próbę czasu? Czy powinniśmy zarzucić poszukiwania być może lepszego, bardziej optymalnego systemu? Na chwilę obecną w pełni zgadzam się z cytatem W. Churchilla, jednak chciałbym, abyśmy wymienili sobie kilka słabych punktów kapitalizmu, które są widoczne zwłaszcza teraz, kiedy żyłowanie zysków w korporacjach dochodzi do absurdalnego wręcz poziomu, a ostatecznie cierpimy na tym wszyscy. Jako konsumenci, pracownicy i opiekuni naszej planety.

 

Czy wiesz, że firmy farmaceutyczne przeznaczają na marketing 19 razy więcej środków, niż na badania?
Czy wiesz, że firmy farmaceutyczne przeznaczają na marketing 19 razy więcej środków, niż na badania?

Ogromne koszty marketingu – Oczywistym jest, że marketing jest potrzebny, bez niego potencjalni konsumenci nie mogliby dowiedzieć się o istnieniu produktu, który być może faktycznie chcieliby kupić. Bez niego nie mogą porównać zalet poszczególnych produktów i wybrać najlepszego. Jednak moment, w którym budżet marketingowy osiąga kilkadziesiąt procent globalnego budżetu firmy, jest chwilą, kiedy trzeba się zastanowić, czy pieniądze te nie są zwyczajnie marnowane w ujęciu globalnym. Jeśli 40% ceny produktu stanowią koszty marketingowe, wydane na wypalanie banerów na portalach (pół biedy), wydruki ulotek (gorzej), marketing szeptany (najgorzej), to tracą na tym konsumenci, którzy być może mogliby kupić ten produkt, gdyby był 40% tańszy. Pieniądze te nie są przeznaczane na rozwój produktu, na poprawę jego jakości, niezawodności (co zresztą wcale nie jest celem producentów – ale o tym później), na swój sposób są zwyczajnie tracone. Pamiętajmy, że według zasad ekonomii, te środki, które nie przyczyniają się do zaspokojenia potrzeb i wytwarzania dóbr, nie wpływają pozytywnie na rozwój gospodarki. Nawet jeśli ktoś wytworzy te ulotki, zaprojektuje banery, nagra reklamę, to zdarzenia te nie przybliżą nas do lepszych, tańszych, bardziej niezawodnych dóbr.

Stało się to otwartą strategią korporacji, aby nie skupiać się tak bardzo na jakości, wypuścić produkt niedopracowany (okrutnym przykładem takiego produktu jest gra komputerowa Battlefield 4, który w takiej formie, w jakiej jest teraz, nigdy nie powinien pojawić się na półkach), a zaoszczędzone w ten sposób środki przeznaczyć na gigantyczną kampanię reklamową. Firmy szybko wykalkulowały sobie, że w ten sposób można sprzedać niemal wszystko, a dostarczając produkt średniej jakości, możemy zarobić na dosprzedaży elementów poprawiających niedoróbki. Tak jak Apple zrobiło z jednym z pierwszych swoich Ipodów, gdzie klienci skarżyli się na słabą jakość szkiełka ekranu, który szybko się rysował i niszczył. Apple wprowadziło do sprzedaży powłokę ochronną, dzięki czemu mieli okazję dodatkowo zarobić na własnym błędzie.

Nie potrafię niestety wskazać rozwiązania, które pozwoliłoby zmniejszyć nakłady na marketing, nie odbierając wolności przedsiębiorców oraz konsumentów. W gospodarce centralnie sterowanej odbywało się to w zasadzie w dość prosty sposób, nie było reklam produktów, bo też ich wybór był na tyle mały, że nie było to konieczne. Pozytywnym aspektem takiego stanu rzeczy był schludniejszy wygląd miast pozbawionych natrętnych banerów i neonów.

 

money

Regulowany cykl życia produktu – Nie jest to żadna tajemnica, uczą o tym na studiach, że produkty, które produkty aktualnie produkowane posiadają ściśle określony cykl życia. Ile słyszeliście historii swoich babć, że ich farelka, czy Rubin działały po 35 lat. Teraz zmieniamy modele telewizorów i smartphonów co 2-3 lata. Jest to zupełny standard. Korporacje z góry zakładają, że produkt powinien zepsuć się krótko po upłynięciu okresu gwarancji. Autoryzowane serwisy niemal nigdy nie naprawiają sprzętu, czasem wymieniają jakiś komponent kosztujący połowę ceny całego produktu. W większości przypadków mówią jednak klientowi, że naprawa nie będzie się opłacać i lepiej jest kupić nową pralkę, zmywarkę, czy odkurzacz. Cel jest taki, że produkt musi w którymś momencie „umrzeć”, aby pojawił się popyt na kolejny produkt. Firmy muszą sprzedawać, sprzedawać dużo, coraz więcej! W ten sposób skazaliśmy się na bylejakość. Przestaje mieć znaczenie, jakiej firmy, jaki model urządzenia kupimy. Nie ma sensu się do niego przywiązywać, za rok, dwa, trzeba będzie je wymienić.

Co by się stało, gdyby firmy produkowały urządzenia, które mogą przetrwać 10-20 lat? Technologia pozwala nam na wyprodukowanie sprzętu, z który powinien działać sprawnie przez 20 lat bez większych trudności (dbając jedynie o podstawowe kwestie konserwacyjne sprzętu). Czy naprawdę klienci przestaliby kupować? Czy wszyscy kupiliby nieśmiertelną kuchenkę i Mastercook musiałby zwijać manatki, szukać nowej branży? Nie sądzę. Świat jest ogromny, zanim dana firma zapełniłaby rynek swoimi wytrzymałymi produktami, minie dużo czasu. Być może zmotywowałoby to firmy do wytwarzania ulepszeń do istniejącego sprzętu, zamiast zmuszania użytkowników do wymiany całych modeli.

 

Cash rules everything around me.
Cash rules everything around me.

CEO zależni od raportów kwartalnych – Giełda miała stanowić dodatkowe źródło finansowania inwestycji spółki, dzięki czemu nie musiały korzystać z kosztownego kredytowania bankowego. W praktyce jednak ważniejsze od pierwotnej dywidendy, są ceny akcji. Przez to doszło do pewnego wynaturzenia działania giełdy. Inwestorzy zainteresowani są tylko i wyłącznie tym, aby cena akcji szła ciągle w górę. Jest to właściwie zupełnie naturalne z ich punktu widzenia. Jednak problemem stała się niewiarygodna wręcz dynamika działania giełdy papierów wartościowych. Obiecujące spółki mogą zamienić się w ruinę w przeciągu kilku minut z powodu plotki, błędu, lub fałszywej informacji (patrz przykład). CEO wielkich korporacji rozliczani są ze swoich wyników w systemie kwartalnych sprawozdań przed radą akcjonariuszy. Ze względu na pewien skrócony spin (jak wielu znasz prezesów, którzy pracują 10 lat w jednej firmie?) pracy CEO, którzy teraz znacznie częściej zmieniają miejsca pracy niż kiedyś (jak zresztą wszyscy), skupiają się oni na osiąganiu jak najlepszych wyników w tych właśnie interwałach czasowych. Nie myślą o strategii dla firmy na kilka lat do przodu. Obcinają wszelkie koszty, które nie przekładają się w trybie doraźnym i krótkofalowym na przychody i maksymalizują zyski żyłując efektywność pracowników, ryzykując zwiększeniem ich rotacji.

Wszystko po to, aby osiągnąć wyniki w najbliższych 3 miesiącach. Za rok może będą pracować już gdzieś indziej, ale zawsze będą mogli napisać w portfolio, że zwiększyli zyski spółki o 30 procent w 5 miesięcy. I byłoby to dobre, gdyby nie odbywało się kosztem rozwoju w ujęciu długofalowym. Firma nie pozwoli sobie na inwestycję w badania, jeśli na efekty trzeba będzie czekać 10 lat. To niemożliwe. Nie do pomyślenia, akcjonariusze nie będą czekać tak długo na swoje pieniądze. Z tego powodu tylko największe i najbogatsze firmy, oraz instytucje rządowe prowadzą długoterminowe badania. Jednym z przykładów jest Google, które realizuje odważne pomysły takiej jak bezzałogowy samochód, czy Google Glass. Powstają też ambitne projekty jak SpaceX, jednak bardziej stanowią wyjątki (trochę spełnianie marzeń bogatych rekinów biznesu, którzy czują misję i chęć zrobienia czegoś dla świata) niż powszechny standard. Wielu wręcz z niedowierzaniem patrzy, jak branża prywatna zaczyna interesować się kosmosem bardziej niż rządy.

źródło: SpaceX.com
źródło: SpaceX.com

 

Podsumowując, nie mam recepty na rozwiązanie wszystkich problemów. Uważam też, że nie ma na tą chwilę systemu lepszego, bardziej naturalnego, niż kapitalizm. Nie chcę rewolucji (właściwie każda rewolucja systemowa wiązała się tylko z rozlewem krwi i zmianą osób przy władzy, bez znaczących, pozytywnych efektów dla zwykłych ludzi), ale ewolucji. Powinno się rozmawiać o tym, co działa źle i próbować temu zaradzić. Szukać rozwiązań problemów. Ale aby znaleźć rozwiązanie, trzeba najpierw nazwać problem. To właśnie próbowałem zrobić powyższym wpisem.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach, zwłaszcza jeśli się ze mną nie zgadzasz, chętnie poznam Twoje zdanie i argumenty.

 

 

  • disqus_AYQCcPsPgX

    Wybacz Marcin, ale czuć u ciebie trochę lewicowe poglądy. Żeby coś zmienić trzeba rewolucji i krwi-trzeba uciąć głowę i trzeba zrobić to widowiskowo- tak robią rosyjscy mafiozii.Gdyby politycy czuli nad sobą bata to mysleliby o zwykłych ludziach i o naszej planecie.Ewolucja już nie wystarczy…ludzie powinni być rozgrywającymi a nie rozgrywanymi…

    • Myślę, że żadna krwawa rewolucja w naszej historii nie przyniosła zbyt pozytywnych rezultatów. Zazwyczaj są to tylko zmiany osób u władzy, dla przeciętnych obywateli niewiele się zmienia.

      Lepiej być jak Microsoft i konsekwentnie ulepszać to, co już mamy, zwłaszcza, że nie mamy lepszych rozwiązań niż kapitalizm. Przez lepsze rozumiem:
      – na tyle spójnych z naturą ludzką
      – na tyle jednak sprawiedliwych (lepsi na ogół wygrywają)
      – przejrzystych

  • Robert

    Świetny artykuł.

  • Pingback: Charlie()

Chciałbym jeszcze raz podkreślić, że ludzie są tutaj przyjaźni, otwarci, chętni do rozmowy i gościnni.
A co Ty wiesz o Wałbrzychu? [GALERIA]

Ponad stutysięczne miasto. Swój okres świetności miało w czasach, gdy wszystkie kopalnie pracowały tutaj pełną parą. Teraz znajduje się w

Zamknij